Międzyzdroje to przede wszystkim kurort. To wbrew pozorom ważna informacja. Idealnym przykładem jest Świnoujście - miasto kiedyś handlowo-portowe, które teraz próbuje żyć choć częściowo z turystyki. W efekcie turysta przejeżdża najpierw przez ohydne centrum z czteropiętrowcami niczym z najgorszych rejonów łódzkich Kozin, potem trafia na promenadę (będącą promenadą tylko z nazwy) i wypchaną ludźmi plażę. Międzyzdroje to miasteczko od zawsze turystyczne: wszystko jest tu przygotowane i przystosowane dla przybysza a nie mieszkańca. Musi być strasznie nudne poza sezonem. Zgodnie z zasadą "wszystkim turystom robimy dobrze" widzimy to często obrazki podobne do ilustracji. :-)
Międzyzdroje choć stają na głowie, aby wyciągnąć jak największą kasę w dniach niepogody, nie są jednak atrakcją gdy słońca nie ma. Na szczęście znajdują się w idealnym miejscu wyspy, dzieki specyficznemu mikroklimatowi turysta ma gwarancję, że nawet w najbardziej deszczowy tydzień będą co najmniej 2-3 dni przerw na słońce. Innymi słowy: gdy cała Polska topi się w deszczu, ludzie przyjeżdżają z Międzyzdrojów opaleni na brąz. Nie dotyczy to innych kurortów nad polskim morzem, w których jedyną atrakcją gwarantowaną są sznury kabrioletów z uszkodzonymi tłumikami na warszawskich numerach. To kolejny plus Międzyzdrojów: Warszafce jest za daleko i na szczęście tu nie dociera. Dorobili w związku z tym ideologię, że Międzyzdroje są niemodne. Jasne. Spróbujcie znaleźć tu kwaterę na przełomie lipca i sierpnia. :-) Na zdjęciu ulubiony wieczorny widok wszystkich turystów: cumulusy zapowiadające świetną pogodę następnego dnia - najczęściej wbrew wszystkim prognozom.
Odbudowane przez Adler Schiffe molo o imponującej długości prawie 400 metrów stało się jednocześnie małą przystanią dla promów do Ahlbeck i dalszych kurortów dawnego enerdówka. Co najmniej o dwa lata za późno niestety, bo przejażdżka za 50 zł jest bezsensowana od chwili wejścia Polski do Unii Europejskiej i likwidacji boskich sklepików wolnocłowych. Ale jest ładne i stanowi główny punkt obserwacyjny cudownych facetów z nieodłącznymi larwami u boku. Po zdjęcia należy zgłaszać się do JK.
Bla bla bla, prawda? I tak wszyscy, którzy tu weszli, szukają informacji o Lubiewie. :-) A zatem słynna plaża lubiewska zaczyna się mniej więcej sto metrów przed 417 kilometrem (jest to odległość od granicy Polski z obwodem kaliningradzkim). Najpierw idzie się plażą zwykłą dla ośrodka Społem, potem zaczyna się naga plaża i w chwili gdy znikają larwy z cycami już wiesz, że jesteś na miejscu. Plaża ciągnie się jeszcze jakiś kilometr. Mr Ge wraz z przyległościami zwykle przebywa na wysokości tablicy - bo i leniwy jest i jednocześnie po wydmach nie biega. A przegląd mięska jest dokładny, gdyż i tak wszyscy tamtędy kursują.
Na samej plaży można napatrzeć się między innymi takich obrazków. Powiedzcież sami: czy te nogi mogą kłamać? :-)
Wyjaśnienie z góry: nie, to nie są nogi Mr Ge. Swój drugi etap kampanii reklamowej Ge zamierza przeprowadzić dopiero po powrocie.
Ogólnie rzecz biorąc Lubiewo jest miejscem albo natychmiastowej konsumpcji (słynne wydmy i lasek wydmowy) lub źródłem znajomych na wieczorne piwo. Niestety, jest bardzo złym źródłem dla Mr Ge, który w piachu pieprzyć się nie zamierza a jego wybrańcy zwykle mieszkają w miejscach różnych, ale nie Międzyzdrojach. Stąd a nie z jakiejś szczególnej cechy charakteru wynika trwała wakacyjna wstrzemięźliwość seksualna Mr Ge. ;-)
Najtańszą kawiarnię, lodziarnię i winiarnię zarazem mozna znaleźć w najmniej spodziewanym miejscu. Wszystko to, w cenach wręcz jak na Międzyzdroje śmiesznych, można znaleźć w kafejce Międzynarodowego (dawniej Międzyzdrojskiego - ach ta turystyczna megalomania) Domu Kultury. Puchary lodowe w cenach od 5 do 9 zł (pyszne), genialna kawa po 3 zł, herbata z czajniczka... Absolutnie idealne miejsce do spędzenia miłych popołudniowych chwil. Popołudniowych, bo nie wiedzieć czemu knajpka jest zamykana o 20. Czyli dokładnie o godzinie, gdy po poplażowym prysznicu normalni ludzie wychodzą za miasto. Zwykle jest tu bardzo mało ludzi, plebs ciągnie do plebsu, czyli do tłumu na Promenadzie - jakże by inaczej - Gwiazd. A oto fotka bonusowa.
Najbardziej urokliwe miejsce w Międzyzdrojach. Jeżeli twój krótki romans na Lubiewie okazał się trwalszy niż kwadrans a przy tym "sprawa sercowa" zatrzymała się w tym samym mieście - tu należy przyjść na romantyczny wieczór. Pół litra wina z karafki to wydatek 20 zł - o pięć złotych więcej od sztampowych róż roznoszonych w knajpach przy molo, ale ileż więcej w tym uroku, przyjemności i zapamiętanych chwil. Zdecydowanie warto. A jeżeli nie ma pana serca...? C'est la vie. (ech)
Niestety to jedyna sensowna cenowo rzecz do dostania w Malachicie. Wszystko pozostałe jest drogie - drinki od 13 zł (Mr Ge poleca Błękitną Falę za 14), żarcie w cenach zdecydowanie kosmicznych. Ale - uwaga - warto.